Dovakhin cz4

4

Kira leżała na hamaku i szkicowała. Jak przez mgłę pamiętała słowa lekarza. ,,Możesz już wracać ale pamiętaj – ostrożnie z nogą. Nadal może boleć”. Rysunek miał upamiętniać  sen, pierwszego dnia w szpitalu. Ona siedząca na smoku, wokół niej masa innych smoków a największą część obrazka zajmował smok chiński.

-Kira! Koleżanki przyszły! – Krzyknęła mama

Dziewczyna nie musiała się długo zastanawiać żeby wiedzieć kto przyszedł. Patty i Chelsiee nie przegapiły by okazji na dzień wolny.

-Hej dziewczyny! Co tam? – spytała się szybko.

-Fajnie. Przyszłyśmy pogadać o wyjeździe wakacyjnym. Spakowałaś się już? – uśmiechnęła się Patty. Rzeczywiście! W wakacje zaraz po zakończeniu roku które miało nastąpić już za dwa dni miał nastąpić dwutygodniowy wyjazd nad może.

- No tak! Jeszcze się nie spakowałam.. – Dodała.

- To ci pomożemy – ucieszyły się.

Po chwili siedziały w pokoju Kiry z walizką.  Wciskały ubrania, stroje kąpielowe i różne inne rzeczy, jednocześnie  gadając non stop.

- Jak tam z nogą? – spytała się Chelsiee.

- Może być. Czasami jeszcze trochę boli, ale da się wytrzymać. –Uśmiechnęła się Kira

- A dostałaś już ubezpieczenie? – Zaciekawiła się Patty

- Tak. Zbieram pieniądze. – Odpowiedziała

- Na co? – zapytały jednocześnie

- Jeszcze nie wiem.. kiedyś mi się przyda – odpowiedziała – skończone! – Dodała zamykając walizkę.

- A co to jest? Nowy rysunek? – Zaciekawiona Chelsiee zajrzała do rysownika.

- To na podstawie tego snu, o którym nam opowiadałaś?  - dopytywała się Patty.

- Tak. Nadal się zastanawiam o co chodziło w tym śnie. – Odpowiedziała zamyślona Kira.

- O to że jesteś totalną smoko-maniaczką! – zaśmiała się Chelsiee.

- Może? – Uśmiechnęła się Kira – Ej dziewczyny wiecie co? Chodźmy na lody. Poco marnować taki piękny dzień?

- Ok. –zgodziły się – ale nie mamy pieniędzy

- Spokojnie będę stawiać. – powiedziała szybko Kira.

Po chwili były już w sklepie. Gdy zajadały się lodami, Chelsiee i Patty zastygły.

- Dziewczyny co wam jest? Wyglądacie jak sztokfisze. – Zaśmiała się Kira.

- Zobacz! To te sukienki z ,,Modnej Nastolatki”! – Krzyknęła zachwycona Patty

- No tak.. Prawie bym zapomniała jak uwielbiacie sukienki. Lećcie przymierzyć – Dodała ze śmiechem widząc błagalne miny koleżanek. – Ja poczekam.

Patty i Chelsiee złapały po dziesięć sukienek i poleciały do przebieralni.  Nagle Kira usłyszała znajomy śmiech ,,No nie!” Pomyślała gdy zobaczyła że Brayan – najbardziej denerwujący chłopak z jej klasy się nad nią pochyla.

- Odczep się. Nie wystarczy ci że już raz skręciłeś mi nogę? – zapytała zdenerwowana  Kira

-Nie skręciłbym ci jej gdybyś nie uciekała.

- Nie uciekałabym gdybyś mnie nie osaczył ze swoimi ,,kolegami” dokuczając mi.

- A co? Poskarżysz się mamusi? OJOJ! ISTNA PATOLOGIA! – dodał naśladując  głos pani dyrektor.

Dziewczyna nie chciała go już więcej znać. Nagle zobaczyła przed oczami chiński napis:

不屈的力量

Z tego co wiedziała znaczyło to : ,, Nieugięta siła”

Nagle niebieski napis zatańczył jej przed oczami zakręcił się i mocno zabłysł. Nagle poczuła w sobie ogromną energię. Rozpierała całe jej ciało. Chciała biegać, skakać, krzyczeć… Chciała latać! Unosić się nad ziemią. Czuła się jakby jej ciało powoli odrywało się od ziemi. Miała potrzebę uwolnienia tej energii, w jakiś sposób… ale nie wiedziała jaki. Nagle usłyszała złośliwy śmiech Brayana. I zaczęła ją ogarniać niewyobrażalna złość, jakiej nie czuła jeszcze nigdy wcześniej.

I nagle sama nie wiedząc kiedy i jak ryknęła najgłośniej jak umiała nie znane jej wcale wcześniej słowa.

-FUS RO DAH!

Krzyk rozległ się po całej galerii. Kilka ubrań krzesło i Brayan nagle wyleciały w powietrze. Patty i Chelsiee ubrane już wybiegły przerażone, a Kira opadła z sił.

-Ty … Jesteś jakaś wiedźma! – Krzykną przerażony Brayan i zaraz odbiegł.

Kira ze zmęczenia zamknęła oczy a koleżanki pomogły  jej wstać i dojść do domu.

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.